Faro, czyli miasto, którego nie warto odwiedzić, a może jednak warto?-październik 2019

Kiedy przyleciałam do Faro od razu z terminala udałam się do wypożyczalni aut, a potem w drogę w kierunku Armação de Pêra, na obrzeżach którego miałam wynajęty apartament. Nie widziałam zatem miasta Faro, poza tym nawet, gdybym przez nie musiała przejchać, to byłabym tak skupiona na jeździe, że nic poza drogą bym nie widziała. Nie ważne , czy jesteś kierowcą, czy pasażerem, pierwsze minuty jazdy "po drugiej stronie" skutecznie podnoszą adrenalinę i masz wrażenie, że jedziesz pod prąd i zaraz ktoś w ciebie wjedzie, alby ty w kogoś. Tak samo zresztą było w pierwszej chwili po powrocie z Algarve do Anglii




Kiedy osoba od której wynajmowaliśmy apartament dowiedziała się, że mamy zamiar spędzić cały jeden dzień w Faro, nie kryła zdziwienia. Powiedziała nam, że miasto obejdziemy w 2 godziny. Może i byśmy dali radę przelecieć Faro nawet w godzinę, ale wolnym spacerkiem zrobiliśmy to przez cały dzień



Pierwsze kroki w Faro skierowaliśmy w stronę doku. Lubię miejsca położone nad wodą, dlatego najczęściej moje wybory podyktowane są bliskością do morza/oceanu, czy chociażby rzeką. To tutaj zaczepił mnie starszy pan, kiedy usłyszał,że rozmawiamy po polsku, powiedział "dzień dobry". Motałam się trochę patrząc na mapę, ponieważ chciałam zobaczyć najsławniejszą tutejszą kawiarnię Alianca, wiedziałam, ze jest ona, gdzieś blisko, jednak chwilowo straciłam orientacjęAlianca to przecież jedna z najstarszych portugalskich kawiarni, zaraz po A Brasileira w Lizbonie (1905) i Café Majestic w Porto (1921).  Starszy pan mówiąc po angielsku (uff) wyperswadował mi wypicie kawy w Alianca. Powiedział mi, że szkoda tracić czasu na miejsce, które z oryginałem nie ma już nic wspólnego. Otwarta po remoncie w 2016 roku nie ma już takiego klimatu jak kiedyś. Powiem Wam, że tak się zakręciałm, a moje dzieci zafascynowały książkami na drzewach w Jardim Manuel Bivar, że poprostu o tej kawiarni zapomniałam i nie zrobiłam jej nawet zdjecia z zewnątrz. 



Ja na pewno jeszcze do Faro wrócę, więc wtedy sama sprawdzę, czy dziadzio na ławce miał rację. Przechodząc przez Jardim Manuel Bivar kierujemy się w stronę starego miasta, do którego wejdziemy przez bramę Arco da Vila. Zauważyliście na zdjęciu bocianie gniazda?  


Zdjęcie Arco da Vila jest nieidealne, ale podróżując z dziećmi trzeba czasami wybrać, czy ważniejsze jest zrobienie idealnego zdjecia, czy bezpieczeństwo naszych potomków😏. Póki co, wybieram oczywiście to drugie, odkładając idealność zdjeć na przyszłość, jak dzieciarnia wyprowadzi się z domu, czyli za jakieś 12 lat. 



Brukowanymi uliczkami docieramy do głównego placu starego miasta, czyli Largo da Se, który jak na złośc był tego dnia cały zastawiony autami.  A naoglądałam sie w internecie ładnych ujęć z tego miejsca i nie brałam pod uwagę, że zastanę taki widok, a raczej brak ładnego widoku.


Centralne miejsce placu zajmuje katedra Se, która była oczywiście pozastawiana autami. Katedra pochodzi z XIII wieku i powstała na miejscu meczetu. Nie wiem, czy miałam jakieś zaćmienie umysłu, ale postanowiłam nie wchodzić do środka katedry. To już drugie miejsce w Faro, które "udało" mi się pominąć tego dnia. Po powrocie z urlopu szybko pożałowałam, że nie zwiedziałam katedry. Relacja Mo  , z którą w końcu spotkałyśmy się w Algarve po kilku latach internetowej znajomości,  nie pozostawała złudzeń-żałuj, że tam nie weszłaś. Zrobiłam to zupełnie nieświadomie, fakt nie sprawdzałam wcześniej w internecie, co kryją wnętrza kościoła. Gdybym sprawdziła, na pewno weszłabym do środka. Nie jestem miłośniczką sztuki sakralnej, ale dobrze się czuję we wnętrzach świątyń, a dla azulejos to wiadomo, że weszłabym wszędzie... No może prawie wszędzie ;) . No i ten dziedziniec i widok z wieży, zresztą na blogu Mo sami możecie zobaczyć co mnie ominęłoA może zrobiłam to specjalnie, aby mieć po co wracać do stolicy Algarve?






Wychodzimy poza mury miejskie i znowu lądujemy nad wodą. Stąd możemy dopłynąć na plaże Faro. Śmiem przypuszczać, że latem nie jest tu tak spokojnie, ilość turystów jest z pewnością dosyć spora. Chociaż może nie, przecież większość omija miasto Faro szerokim łukiem, bo panuje przekonanie, że tu nic nie ma. Faro jest tylko miejscem przesiadki z samolotu do autobusu, pociągu, czy samochodu. 







Czas na przerwę, siadamy w jednej z kawiarenek niedaleko Ambasady Brazylijskiej. Odpoczywamy, zajadamy portugalskie słodkosci i słuchamy ulicznego grajka. Lubię taki klimacik.  



Trzeba iść dalej, bo w takim tempie to my tego Faro nie obejdziemy w jeden dzień. Wchodzimy w dzielnicę ze sklepami, udaje mi się kupić cudowne skarpetki w azelujosowy wzór i równie cudowny kalendarz na 2020 rok. 





Mijamy po drodze Igreja de São Pedro, który niestety jest zamknięty.


Docieramy do Igreja do Carmo, miałam ochotę wejść do środka i nawet udało mi się przkroczyć próg kościoła. Od wejścia zostałam jednak zaatakowana przez pana w podeszłym wieku, który zaczął coś do mnie mówić w języku portugalskim. Niestety moja znajomość tego języka ogranicza się jedynie do słów Bom dia , oraz obrigada, więc wycofałam sie ze środka. Znowu moja wina, nie sprawdziłam, czy wejście do kościoła jest płatne. Ale wiecie co? Ja się z tego bardzo cieszę, bo to kolejny powód, zeby do Faro wrócić.




Przez to spacerowanie zrobiliśmy się głodni, idziemy zatem do miejsca, gdzie będziemy mieli szeroki wybór dań. Takim miejscem jest oczywiście galeria handlowa, a w Faro, to oczywiście Forum Algarve. Wiem, że to profanacja, że powinnam poszukać knajpki jakiegoś lokalsa, zjeść coś typowego dla regionu. Powiem Wam jednak w zaufaniu, że  kiedy jestem bardzo głodna, wolę zjeść coś co lubię, zatem ja i starsza córka wybrałyśmy "Chińczyka", a młodsze dzieci tradycyjnie amerykańskiego fast fooda.



W Faro byłam 31 października i na dziedzińcu galerii trwały przedświąteczne prace. Myślałam,że to tylko w Wielkiej Brytanii jest taki szał na przedświateczny szał ;), okazuje się, że Portugalia również wcześnie przygotowuje się do świąt


Po posiłku idziemy jeszcze na małe zakupy i plac zabaw.



Azulejos pojawiają się nawet na sklepowych wystawach.

Czerwone bułki 👀

Pora pożegnać Faro, następnego dnia czeka nas podróż autobusem do Porto, z którego będziemy wracać do Anglii. Dlaczego tak utrudniłam sobie podróż powrotną z urlopu, opowiem Wam w następnym wpisie, który będzie dotyczył mojego krótkiego pobytu w Porto.  




16 komentarzy:

  1. Bardzo często zdarza mi się omijać kościoły, bo zwyczajnie nie chce mi się tego zwiedzać. A potem sprawdzam w internecie co było w środku i gorzko żałuję. Bardzo lubię architekturę sakralną, stare świątynki i strzeliste katedry gotyckie. Najchętniej innych wyznań niż katolickie, bo blichtr przesłania piękno.
    Jak raz zwróciłaś moją uwagę na gniazda bocianów, to potem na każdym zdjęciu szukałam czy nie ma gdzieś na dachach. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kościoły traktuję jako ciekawostki architektoniczne a nie miejsce do modlitwy, daleko mi do tego ;)

      Usuń
  2. Mnie się ten klimat podoba i te puste uliczki, po których można spokojnie spacerować.
    Wzory płytek na końcowym zdjęciu przepiękne. Wielkie dzięki za fajna wycieczkę:)
    Pozdrowienia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kafelki z chęcią bym przeniosła do swojego domu :)

      Usuń
  3. Piękne widoki. Cudowne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W Faro byłem jakieś 15 lat temu, ale na Portugalie zawsze mówię tak, mój ulubiony kraj w Europie :D Patrząc na zdjęcia to Faro zachowało swój klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój również ulubiony, a może nawet i ukochany kraj w Europie :)

      Usuń
  5. Hej kochana. Moje zdanie o Faro znasz, jestem zachwycona a też przed wyjazdem czytałam opinie, że lepiej sobie darować zwiedzanie. Może nowa część miasta faktycznie jest zwyczajna bo kawałek widzieliśmy ale za to Stare Miasto totalnie mnie zauroczyło bo jest w stu procentach w moim guście. Ma mnóstwo klimatycznych zakamarków, wąskie uliczki i piękną kolorową architekturę. Szkoda, że nie dotarliście do Katedry bo jest warta odwiedzenia. My za to nie widzieliśmy tego napisu "I love Faro" nad czym ubolewam, bo oddaje moje uczucia wobec tego miasta. Gdybym tam miała zdjęcie to też od niego zaczęłabym wpis o Faro.
    Następnym razem jak się spotkamy to zakładamy kafelkowe skarpetki ok? To będzie taki nasz uniform :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana mam nadzieję, że już niedługo założymy wspólnie te skarpety ;)

      Usuń
  6. Dzięki za ten tekst - bardzo się przyda. We wtorek lądujemy w Portugalii, a naszą podróż zaczynamy właśnie w Faro.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tam nie dojechałem, ale jeśli wrócę w okolice to nadrobie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam tam kilkanaście lat temu. Sporo się zmieniło, ale sporo miejsc wygląda znajomo. Dzięki za przywołanie fajnych wspomnień! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę że tam można się zgubić na dłużej nie na dwie godziny ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger