Albufeira , tam gdzie nie chciałabym spędzić urlopu-październik 2019

Kolejny portugalski wpis na blogu miał być z Estoi, zapomniałam jednak, że jeszcze zanim tam dotarłam, odwiedziałam Albufeirę. Do miasteczka pojechałam  tylko z jednego powodu-znajdują sie w nim dwa wiatraki, które koniecznie musiałam zobaczyć. Od kilku lat fascynują mnie stare młyny napędzane siłą wiatru, o czym piszę na moim drugim blogu : Windmills Hunter . Wyjazd do Albufeirii stał sie zatem punktem obowiązkowym moich portugalskich wakacji. 



Auto zaparkowałam przy małym porciku, na przeciwko uroczych, kolorowych domków. Chwilę później zorientowałam się, że w tym miejscu zostawić auta nie mogę. Objechałam więc marinę i znalazłam parking, który widziałam wcześniej na googlowych mapach. Parking jest duży, a jego plusem jest to, że jest darmowy i ma toaletę ("posiadacze" dzieci, będą wiedzieli o co chodzi).


Po załatwieniu wszystkich spraw, ruszamy w górkę, do pierwszego wiatraka. Niewiele się u mnie dowiecie na temat atrakcji Albufeirii ( o ile takowe istnieją ), bo ja nic poza wiatrakami nie miałam w planach tutaj zobaczyć.


Nie będę jednak ukrywać, niebieskie dodatki do białych fasad budynków bardzo  mi się podobały. Przypomina mi to troszkę Grecję, którą znam niestety tylko ze zdjęć w internecie.  



W Albufeirii bardzo zachwyciły mnie tablice z  nazwami ulic zrobione z kafelek. Muszę jednak przyznać, że wcześniej nie zwróciłam na nie uwagi, więc być może takie same są i w Silves, i Monchique, czy Alte. W Albufeirii chodziłam od tabliczki do tabliczki, a moim zachwytom nie było końca. 



Dotarliśmy w końcu do Alto do Moiñho który firmuje hotel, na terenie którego się znajduje. O samym wiatraku napiszę na moim drugim blogu, natomiast jeżeli chcielibyście spędzić tutaj urlop, musicie wejść na stronę KLIK .  Na terenie obiektu byłu pusto, wprawdzie widziałam przez szklane drzwi, że po hotelowej recepcji ktoś się kręcił, ale na zewnątrz nie było żywej duszy.  Mogłam zatem podelektować się ciszą i spokojem, i zrobić kilka zdjęć bez widowni.  


Idziemy dalej.  Mieliśmy dojść pieszo do drugiego wiatraka, stwierdziliśmy jednak, że zaczyna sie robić późno i podjedziemy tam autem. Schodzimy zatem na dół, do centrum (tak nam się wydawało) miasteczka. A tam czeka nas mnóstwo sklepików z pamiątkami.  Oczywiście ja również w nich znikam w poszukiwaniu naparstków.  Udaje mi się kupić kilka sztuk ręcznie malowanych do mojej kolekcji. Czuję się jednak nieco rozczarowana, ponieważ moim celem był zakup naparstków z korka, a w Albufeirii takich nie znalazłam :( 



Idziemy w stronę plaży. Okazuje się, że nie jest może tak piękna, jak te, koło Lagos, ale jest szeroka i wieczorem prezentuje się na prawdę ładnie. Zastanawia mnie tylko, jak ona wygląda w pełnym, turystycznym sezonie, kiedy jest tu mnóstwo ludzi. Ciekawe, czy każdy chętny znajdzie tu dla siebie kawałek przestrzeni. 




Albufeira zaskoczyła mnie również ilością napotkanych kotów. W żadnej innej portugalskiej miejscowości nie widziałam tylu błąkających się sierściuchów. Może akurat byłam o takiej porze dnia, że kocury szykowały się już na nocne harce. Nie potrafię powiedzieć, czy te koty były bezdomne, czy nie, a ponieważ jestem posiadaczką szarego miauczka, to musiałam podejść i zagadać do kolegów mojego zwierza. Kocury nie uciekały na nasz widok, ale też nie wykazywały zbytniego entuzjazmu naszą obecnością.



Naszą wycieczkę po Albufeirii zakończyliśmy na  Malpique Hill, z którego rozpościera się widok na miasto. To tutaj właśnie stoi drugi wiatrak, który chciałam zobaczyć- Moinho Cerro Malpique. I takim oto widokiem żegnam Albufeirę:


Czy warto tutaj przyjechać? Nie jest to miasteczko w moim typie, ja nie jestem bardzo rozrywkową kobietą i ilość restauracji, barów, czy dyskotek raczej mnie przytłacza. Na pewno nie chciałabym spędzić tu urlopu w pełnym sezonie, natomiast w październikowe, późne popołudnie, można spokojnie pospacerować brukowanymi uliczkami Albufeirii. Miasteczko może być również dobrą bazą do zwiedzania Algarve.
Byliście w Albufeirii? Co o niej sądziecie?



6 komentarzy:

  1. Mam podobne zdanie do Twojego, też bym wybrała październik, by uniknąć nocnego rejwachu. Dyskoteki mnie nie rajcują, a lubię sobie wcześnie wstać i wieczorne imprezy mogłyby mnie doprowadzić do szału. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Portugalia jeszcze przede mną! Tutejsza plaża jednak mnie zachwyciła, bo lubię piękne, piaszczyste plaże i morze. A koty, jak w Grecji, Czarnogórze, Albanii i pewnie wielu innych spełniają tam swoje zadania. Też o nich pisałam:)
    Serdecznie pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem w Albufeirze we wrześniu i raczej nie polecałbym tego miejsca. No, chyba że ktoś podróżuje śladami wiatraków, co - swoją drogą - jest dosyć niecodziennym i intrygującym pomysłem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie się podoba, lubię takie białe miasteczka. Najlepiej po sezonie i tylko w ciągu dnia bo ta wzmianka o pubach i barach faktycznie brzmi odstraszająco. Nazwy ulic na kafelkach często występują w Portugalii, szukaj ich następnym razem :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Podzielam Twoje zdanie. Byłam w Albufeirze pod koniec października i również nie zachwyciła mnie ta miejscowość, mimo że ludzi było pewnie znacznie mniej niż w wysokim sezonie. Tak mi się trochę kojarzy z Międzyzdrojami. Za dużo nieciekawych sklepików i za dużo wszystkiego. Ciekawostką za to były ruchome schody przy plaży i winda na samej plaży, która była w tym czasie zepsuta. Po wizycie w Albufeirze bardzo się cieszyłam, że ostatecznie wylądowałam w Portimao.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger