Silves-mało atrakcyjna pierwsza stolica Algarve-Portugalia, październik 2019

Silves było kolejnym miejscem, które musiałam zobaczyć. Nie dlatego, że jest jakieś oszałamiająco piękne, a może własnie dlatego, że nie ma za wiele do zaoferowania. Wiąże się oczywiście z tym, że nie ma tam zbyt wielu turystów. Mnie to bardzo cieszy, chociaż i też troszkę dziwi, że pierwsza stolica Algarve nie jest popularnym miejscem. Bądźmy jednak szczerzy, Faro-czyli obecna stolica regionu również nie należy do "rozchwytywanych" . Nie będę tu ukrywać i ściemniać, w końcu ja sama przyjechałam do południowej Portugalii  przede wszystkim po to, aby podziwiać klifowe wybrzeże. Zatem komu chce się jechać, gdzieś w głąb lądu, po to, aby przejść się w upale po brukowanych uliczkach ? Odpowiedź jest prosta-mnie :) Upałów już nie było, bo temperatura oscylowała w granicach 23-25 st. Celsjusza, zatem spacer był jak najbardziej przyjemny.
W drodze do miasteczka zatrzymujemy się przy punkcie widokowym i podziwiamy panoramę


Miasteczko zostało założone jeszcze przed podbiciem Półwyspu Iberyjskiego przez Rzymian.  Ci  po opanowaniu miejscowości nadali jej nazwę Cilpes , którą Arabowie w VIII wieku odbijając z rąk Rzymian zmienili na Xelb. W czasie walk chrześcijan o wyparcie Maurów z półwyspu Iberyjskiego Silves przechodziło z rąk do rąk, aby ostatecznie 1 września 1189 roku król portugalski Sancha I przejął miasteczko. A ja się bardzo z tego cieszę, bo dzięki ówczesnemu królowi ja mogłam sobie na spokojnie pospacerować po brukowanych uliczkach słuchając języka portugalskiego (absolutnie arabski mi nie przeszkadza, jednak gdzieś tak w głębi czuję, że portugalski jest bliższy mojej duszy ) 

 

Swoje pierwsze kroki skierowałam na rynek, tylko i wyłącznie dlatego, że znalazł się na mojej ścieżce. Nie miałam żadnego planu na Silves. Żadnej mapy, żadnego przewodnika.To miał być zwyczajny spacer po małej miejscowości, a że akurat zauważyłam market to weszłam. Nie jest to jakiś imponujący i wypasiony lokal, ale na stoiskach widziałam świeże owoce, warzywa, ryby. Znalazły się też urocze puszki z sardynkami. Nie ma tu zbyt wielu turystów, więc dla lokalnych jest w zupełności wystarczający



Spacerując brukowanymi uliczkami, kieruję się w stronę zamku...chyba, przynajmniej tak mi się wydaje




Po drodze mijam katedrę ,  drzwi były otwarte, więc udałam się w ich kierunku. Niestety kościół wewnątrz jest remontowany, a więc nie udało mi się zwiedzić jego wnętrza.
 Katedra została wybudowana w miejscu meczetu zaraz po przejęciu Silves przez Sancha I, czyli w 1189 roku










I tak sobie krążyłam tymi brukowanymi uliczkami, patrząc bardziej pod nogi, aby się nie potknąć, niż podziwiając miejską zabudowę

Pomalowana skrzynka elektryczna.
Docieram w końcu pod zamek. Niestety tutaj nastąpiła chyba kumulacja i wszyscy, którzy przebywali w Silves w tej samej chwili co ja znaleźli się w tym miejscu. Kolejka do wejścia ustawiła się ogromna, co mnie i oczywiście moje dzieci przede wszystkim, zniechęciło do czekania. Troszkę żałowałam, że nie udało nam się zwiedzić tej "perełki" Silves. Po powrocie do domu okazało się jednak, że castello wcale perełką nie jest, zdjęcia i relacje innych blogerów nie pozostawały złudzeń-dobrze zrobiliśmy. Nie jestem wielką pasjonatką ruin a 2,80 euro zaoszczędzone na każdym z nas, wydaliśmy w pastelarii



Schodzimy zatem w dół , tak na prawdę nie wiedząc co nas dalej spotka



A poniżej, w jednej z bocznych uliczek odkrywamy, ową małą pastelarię, o kótrej wspomniałam wyżej. Przekraczając jej próg odnoszę wrażenie, że  czas stanął tu jakieś 30 lat temu, a właściciel prowadzi knajpkę od czasów swojej młodości, nic w niej nie zmieniając przez te lata


Uwielbiam takie nieturystycznie knajpki, które nie są nastawione na ilość osób przepływających przez lokal . Takie, do których nie ma długich kolejek po wolny stolik. Tu proszę wchodzę i mam do wyboru prawie wszystkie stoliki wolne. Napisałam prawie, bo przy jednym siedział starszy pan czytający gazetę. Najprawdopodobniej był to znajomy właściciela, bo od czasu do czasu odrywał wzrok od gazety i komentował, zapewne nowinki, które wyczytał. 



Po zjedzeniu pysznych Pastéis de nata i wypiciu kawusi ruszamy dalej, w nieznane zakątki Silves




Do murali zawsze mam słabość i nie potrafię przejść obojętnie. Szczególnie w Porto po Ribeiri krążę z otwartą z zachwytu buzią.  Wróćmy jednak do Silves, ten poniżej jest również zachwycający:


Docieramy w końcu do placu Al Mouhatamida, o którego nazwie oczywiście nie miałam pojęcia, a dowiedziałam się po powrocie do domu. Tak, tak dobrze kojarzycie, nazwa miejsca ma oczywiście związek z arabską przeszłością Portugalii. Przebywający tu przez cztery wieki Maurowie pozostawili po sobie ślady, m.in. w postaci niebieski kafli azulejos, czy w nazwach niektórych miejscowościach zaczynających się od liter "al" .  Nie będę się wdawać tutaj w historyczne wywody, wspomnę tylko, że plac nazwano na cześć jednego z arabskich przywódców Muhammada Ibn Abbada Al Mutamida, który został również mianowany gubernatorem Silves 



Posągi arabskich kobiet i wschodniego mędrca upamiętniają przebywanie na tym terenie Maurów



Po chwilowym odpoczynku zbieramy się w drogę powrotną. Znowu błądzimy brukowanymi uliczkami, aby dotrzeć do parkingu.



16 komentarzy:

  1. Czy tych pomalowanych skrzynek jest więcej? U nas, w Brisbane, takie skrzynki to atrakcja miasta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie, które widziałam, zostały pomalowane :)

      Usuń
  2. Długa i interesująca relacja. W dodatku bardzo ciekawe zdjęcia. Gratulujemy i pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też upały nie straszne w gęstwinie brukowanych ulic. I na pewno byłabym zachwycona tak jak Ty. Silves sprawia wrażenie ładnego i klimatycznego miasta a zamek na pierwszym zdjęciu wygląda niesamowicie. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widok na zamek z tego punktu widokowego jest cudny, na żywo prezentuje się dużo ładniej niż na zdjęciach. Uściski

      Usuń
  4. Właśnie przed chwilą czytałam u Mo. o Faro, a teraz tu u Ciebie te fajne, portugalskie klimaty. Jestem nimi zachwycona i też tak lubię, gdzie nogi poniosą, spacerować. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również lubię jeszcze takie nie całkiem zadeptane miejsca :) i chodzić i chodzić...

      Usuń
  5. Amazing!
    Do you know Coimbra, my town?
    Kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I have never been to Coimbra, but I'll be in the future, I promise <3

      Usuń
  6. Może samo Silves nie ma wielu atrakcji, ale ja lubię takie małe miasteczka. Mają swój klimat, jest tam dużo mniej turystów (a czasem nie ma ich w ogóle) i można poobserwować trochę zwykłego codziennego życia jego mieszkańców :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miasteczko fajne chociaż w moim odczuciu ginie wśród pięknych plaż Algarve 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj tak, z urokiem plaż Algarve żadne miejsce w tym regionie Portugalii, nie może konkurować :)

      Usuń
  8. Powiem Ci, ze Faro wyglada troche w stylu Silves Mao. I wlasnie fajnie, ze poswiecasz czas na takie zakamarki. Sa tylko dla Ciebie!

    Diana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Faro też napiszę, ponieważ byłam i troszkę pospacerowałam :) Każde z tych miasteczek ma "coś" w sobie :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger