Spacerem w stronę Douro-Porto-kwiecień 2018

Wychodząc z naszego apartamentu przy Rua de Santa Catarina kierujemy się w dół ulicy. Naszym celem było dotarcie do rzeki Douro i najstarszej dzielnicy Porto, Ribeirii. Mijamy kolejny, piękny kafelkowy kościół Igreja de Sto Ildefonso.



Kierujemy się w stronę stacji kolejowej Sao Bento, która została oddana do użytku w 1916 roku. Jej wnętrza zachwycają miłośników azulejos, do których również ja się zaliczam. Malowidła na kaflach  przedstawiają przede wszystkim scenki historyczne związane z północą Portugalii. Mogłabym tak stać i stać, i patrzeć na te cudne obrazy. Wydaje mi się, że więcej było nas, gapiów, niż samych podróżujących. A kiedy już się zmęczymy, przed stacją czekają na nas kafelkowe głazy, na których możemy usiąść i odpocząć.

Ruszamy dalej, mijamy tramwaj nr 22, który również ma azulejosowy akcent. 


Docieramy do katedry Se, wchodzimy do środka. Zaczął padać deszcz, łudzimy się, że jak wyjdziemy z powrotem na zewnątrz, nie będzie już po nim śladu. Niestety pogoda w Porto nas nie rozpieszczała.


Skandynawowie mówią, że nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania. Na całe szczęście mieszkamy w takim miejscu w Europie, że jesteśmy przyzwyczajeni do posiadania w szafie kurtek przeciwdeszczowych i kaloszy. Jadąc nawet w cieplejszy klimat, zawsze zabieramy ze sobą te dwie części garderoby. Lekko zmoczeni docieramy do Ponte Luis I i przechodzimy na jego drugą stronę, do Vila Nova de Gaia. Chcemy popatrzeć na Porto z drugiej strony rzeki Douro. 


Ribeira, czyli historyczna dzielnica Porto, na którą właśnie spoglądamy, została wpisana na listę Światowego dziedzictwa UNESCO. Z perspektywy mostu Luisa I, Ribeira wygląda naprawdę uroczo. Kolorowe kamieniczki zatopione w rzece bardzo nas zachwyciły.


Niestety, kiedy zaczęliśmy schodzić z mostu w kierunku rzeki, wąskie uliczki pokazały nam prawdziwe oblicze tej dzielnicy Porto. W ciągu dnia może i mają one swój urok, ale powiem szczerze, że wieczorem bałabym się tutaj zapuścić.
Od rozwieszonego prania falującego nam nad głowami, kierujemy oczy w stronę fasad budynków, na których króluje graffiti. Ciekawy artykuł napisała na ten temat D z bloga Kierunek Kuba i reszta świata, koniecznie kliknijcie w czerwony napis.

Docieramy w końcu na deptak nad rzeką. Odwiedzam sklepy z pamiątkami i udaje mi się kupić ręcznie malowany naparstek do mojej kolekcji. Dzieciaki pomimo chłodu pałaszują lody, a mnie aż trzęsie z zimna na ich widok.



Kręcimy się jeszcze chwilkę po nadbrzeżu i wąskich uliczkach Ribeiry. Z nadzieją, że szybko uda nam się wrócić do tego uroczego miasta, kierujemy się w stronę naszego apartamentu. Następnego dnia, wcześnie rano,  czeka nas powrót do domu.

Porto mnie zauroczyło i kawałek mojego serca w nim został 💗.




2 komentarze:

  1. Do you know Coimbra? It's my town.
    Kiss

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się zakochałam w Porto. Pierwszego dnia po przylocie pogodę mieliśmy obłędną a ostatniego obłędnie lało i wiał silny wiatr. Ale pogoda nie miała wpływu na moje uczucia do tego miasta, słońce, deszcz czy zawierucha Porto zawsze zachwyca!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger