Spacerkiem po Porto.

Miałam szczęście mieszkać w Porto przy jednym z bardziej popularnych deptaków w mieście-Rua de Santa Catarina. Początkowo miałam obawy, czy nie będzie zbyt głośno, jednak mój apartament znajdował się już na samym jej końcu i niewielu turystów zapuszczało się w te rejony. Miałam natomiast bardzo blisko do stacji metra Bolhao i to mnie bardzo cieszyło, ponieważ kilkakrotnie z niego skorzystałam. Po przekątnej wejścia do stacji metra, znajduje się przepiękny kościół Capela das Almas. Mijałam go codziennie podczas mojego krótkiego pobytu w Porto. 





Rua de Santa Catarina
Miejscem, które również odwiedzałam każdego dnia był Mercado do Balhao, czyli targ, czy może bardziej rynek, na którym można kupić prawie wszystko. Jednym z moich ulubionych kolorów jest niebieski, dlatego nie będzie Was zapewne dziwić, że chodziłam tam nie tylko po owoce. Niestety popełniłam błąd i miałam tylko bagaż podręczny, więc te przeurocze deseczki z nożykami, talerzyki i miseczki pozostały na rynku, i będą na mnie czekały do następnej wizyty w Portugalii. 

Często przemykałam również przez Avenida Dos Aliados, przy której znajduje się ratusz. Naczytałam się w internecie, że nie jest to bezpieczne miejsce i lepiej uważać tam na drobnych handlarzy rzeczy wszelakich, w tym również narkotyków. W związku z tym będąc z dziećmi, miałam oczy dookoła głowy, ale nikt nawet do nas nie podszedł. 
Kościołów w Porto pod dostatkiem, ale my do każdego nie wchodziliśmy. Żałuje trochę, że nie udało nam się wdrapać na wieżę przy kościele dos Clerigos, ale cóż trzeba sobie pozostawić coś na przyszłość.
Igreja e Torre dos Clerigos.
Z całą pewnością nie mogliśmy natomiast odpuścić księgarni Lello, chociaż teraz z perspektywy czasu myślę, że lepiej było wejść na wieżę. Naoglądałam się przed wyjazdem zdjęć w internecie, dzieciaki też się napaliły na księgarnię ze schodami z "Harrego Pottera". I co? Nie dość, że za wejście trzeba zapłacić i to nie mało, to ceny książek powalały. Nie znalazłam żadnej poniżej 10 euro, nawet kolorowanki. Jeżeli będę kiedyś jeszcze w Porto, to do Lello już nie będę wchodzić, ale uważam, że raz w życiu warto wydać euraski, aby zobaczyć wystrój tej słynnej księgarni.

Kolejną rzeczą, której nie udało mi się w Porto zrobić, to pojechać starym tramwajem nad ocean. Zobaczyłam natomiast przepiękny kościół Igreja do Carmo. Kościoły lubię zwiedzać, o czym wspominałam na blogu już nie raz. Może nie tyle zachwyca mnie sztuka sakralna, co sama atmosfera panująca w świątyniach. Dobrze się w nich czuję, chociaż się nie modlę. Siedząc przy tej fontannie mogłabym spędzić cały dzień, patrząc się na niebieską fasadę kościoła i obserwując przemykających mieszkańców oraz snujących się niespiesznie turystów.

W następnym wpisie zabiorę Was do najstarszej dzielnicy Porto.



2 komentarze:

  1. Rozbudziłaś we mnie tęsknotę za Portugalią a przecież przedwczoraj wróciłam :). Nie przeszkadza mi to w szukaniu lotów i właśnie wpadłam na genialny plan...Napiszę na fb.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger