Stirling Castle-listopad 2017

Kto rano wstaje...ten w spokoju zwiedza zamek Stirling. Docieramy na parking przed godziną 10. Oprócz nas jest może 15 samochodów. Opłaca się być zorganizowanym, o czym przekonamy się  wychodząc z obiektu. 

Pomnik Roberta the Bruce, króla Szkocji.



Podczas naszego wakacyjnego urlopu, który spędziliśmy w Szkocji, przejeżdżaliśmy przez Stirling. Niestety ceny biletów dla naszej rodziny są zbyt wysokie, więc sobie odpuściliśmy. Kiedy jedna z blogowych koleżanek, która mieszka w Szkocji, napisała mi o dealu z okazji Św. Andrzeja, od razu mój mózg zaczął pracować na zwiększonych obrotach: Edynburg czy Stirling... Propozycja kusząca, bo ceny wstępu do obydwu zamków są porównywalne. Wyobrażając sobie tłumy, które tego dnia będą przetaczać się przez stolicę Szkocji, zdecydowałam się na Stirling. 

Robert Roy McGregor, szkocki Robin Hood z XVIII wieku.
Nigdy nie byłam wielką miłośniczką historii. Zdecydowanie wolę iść do przodu, niż żyć przeszłością. Filmy o takiej tematyce również mnie nudziły, dlatego chyba nikogo nie zdziwi, że dopiero teraz skojarzyłam Stirling z filmem "Braveheart" .
Umierający szkocki król nie pozostawił po sobie męskiego potomka, w wyniku czego władzę w kraju przejmuje angielski władca-Edward I . 
11 września 1297 roku pod Stirling miała miejsce  jedna z bitew szkocko-angielskich. 
Bitwę wygrali Szkoci. 
Były to czasy, kiedy w Stirling była jedynie twierdza, która dzielnie stawiała opór wrogim wojskom, które chciały zdobyć centralną Szkocję. W latach 1496-1583 za czasów panowania Stuartów obiekt przebudowano i taki miej więcej kształt pozostał do dzisiejszego dnia. 


Zamek położony jest na stożku wygasłego wulkanu. Rozpościera się z niego piękny widok na Highlands. Niejednokrotnie wdrapując się na zamkowe mury zamilkniemy z zachwytu. Mam tu na myśli również dzieci, którym na co dzień buzie się nie zamykają.
Młodsza córka wzięła sobie nawet do serca, to, że jest w Szkocji i próbowała mówić  tutejszym akcentem 😕.


Skanujemy nasze darmowe bilety i wchodzimy na dziedziniec jednego z piękniejszych, szkockich zamków.



Kręcimy się z jednej strony na drugą. Podziwiamy widoki, zanim wejdziemy do środka zamku. Jest mroźno, ale słońce powoduje, że nie chce nam się pożegnać takich obrazków. Prawdziwa uczta dla oczu.







W końcu nieco zmarznięci wchodzimy do zamku. Najpierw trochę zabawy. Oczywiście jak w każdym brytyjskim obiekcie nie zapomniano o najmłodszych. Sami przyznajcie, że jak byliście dziećmi to nie za bardzo lubiliście zwiedzać zamki, czy kościoły. Mnie z dzieciństwa ( a podróżowaliśmy sporo po Polsce z rodzicami) utkwiły w pamięci kapcie w muzeach, na których można było się ślizgać. Tutaj filcowych bamboszy nie ma, zatem trzeba jakoś umilić najmłodszym turystom czas.



Idziemy dalej, do królewskich komnat. Musimy uważać, bo można dostać zawrotu głowy.


Wystarczy spojrzeć do góry i podziwiać kolorowy sufit, ozdobiony głowami. Miałam problem z utrzymaniem równowagi. 


Docieramy do Great Hall. "Pokój" ten został wzniesiony w 1503 roku na życzenie króla Jamesa IV. Jest to podobno największa sala zabaw w Szkocji, która mogła pomieścić nawet 500 balujących osób. Największą imprezą która miała tu miejsce, były chrzciny syna Jamesa VI w 1594 roku. Na tą okazję wybudowano wewnątrz sali statek, z którego podawano rybne przekąski. 



W Great Hallu odbywały się nie tylko imprezy, było to również miejsce posiedzeń szkockiego parlamentu. Nas natomiast, a może bardziej jedną z nas interesują królewskie komnaty.


Mała princessa chciałaby mieć takie łoże, natomiast szafa nie przypadła jej do gustu.


I znowu głowa do góry:



Na chwilę zajrzymy do zamkowego muzeum, w którym zaznajomimy się  z rodzinnymi koligacjami Tudorów i Stuartów:


Pamiętacie mój wpis z Jedburgh, w którym opisałam Wam życie Marii Stuart?
To własnie w zamku w Stirling niespełna 9 miesięczna Maria została koronowana na królową Szkocji.


Wystarczy nam już lekcji historii. Idziemy zobaczyć co dobrego  jadano w zamku w zamierzchłych czasach.





Zaglądamy jeszcze do magazynu, w którym przechowywano beczki z prochem.


Kończymy naszą przygodę z pięknym zamkiem w Stirling. Może kiedyś tu wrócimy, kto to wie. Chociaż ja zdecydowanie wolę poznawać nowe miejsca i chciałabym zobaczyć inne szkockie zamki w niedalekim czasie.


8 komentarzy:

  1. Gdy byłam w szkocji ten zamek akurat był w remoncie i nie mogłam tego przeżyć, a teraz czytając ciebie ponownie nie mogę przeżyć, że tam nie byłam. Ja dla odmiany jestem historykiem i to takim aż do bólu. Jedyne dla mnie pocieszenie to takie, że byłam na grobie Roberta the Bruce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajną wycieczkę sobie zrobiliście i dzięki niej "dokształciłam" się:))Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Martuś, chciałabym życzyć Ci wszystkiego co najpiękniejsze w te świeta Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku 2018! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tez nie przepadalam za historia, ale od kilku lat ja polubilam i wszystko mnie ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za kolejną piękną wycieczkę :)

    http://przystanek-klodzko.pl/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger