Warszawa-październik 2017

Warszawę miałam pominąć na blogu z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że nie dopisała nam pogoda i zobaczyliśmy 1/3 tego co mieliśmy zaplanowane. A jak nie ma zwiedzania, to i zdjęć mało. Po drugie, ze zdjeć, które udało mi się zrobić, zostało nam zaledwie kilkanaście. Taka mądra jestem, że jak zgrałam fotki na laptopa, to nie sprawdziałam, czy zapisały się wszystkie, a z aparatu szybciutko wykasowałam, żeby miec czystą kartę pamięci. Nie pytajcie, co czułam... Na całe szczęście mój najstarszy syn część odzyskał i dzis się nimi z Wami podzielę. Niestety resztę "piiii" trafił :(.


Do Warszawy dotarliśmy wczesnym popołudniem. Na ten dzień nie planowalam zwiedzania, ponieważ czekaliśmy na odwiedziny. A odwiedzić miała nas moja wirtualna znajoma-Agnieszka. Agnieszka, tak jak ja zbiera od wielu lat naparstki :). Ale Agnieszka to nie jest tylko zwykły kolekcjoner. Ona zagłębia się w tajniki pochodzenia naparstków, rozszyfrowuje sygnatury. Napiszę wprost, Agnieszka jest kopalnią wiedzy o naparstkach, jeżeli czegoś nie wiesz w naparstkowym temacie, trzeba pytać naszej "encyklopedii". 


Spędziłyśmy wspólnie ponad 4 godziny na rozmowach o naszym hobby i nie tylko. Z całego pobytu w Warszawie to był najprzyjemniejszy moment.
Niestety kolejny dzień nie pozostawiał złudzeń...ładnej pogody nie będzie. Ale cóż nie przyjechaliśmy tutaj siedzieć w apartamencie. Ubraliśmy się i skierowaliśmy w kierunku Pałacu Kultury i Nauki.


Na całe szczęście mieszkaliśmy niedaleko stacji metra i szybciutko dotarlismy do naszego celu.
Ja byłam w PKiN jakieś 35 lat temu i jedynie zapamiętałam wjazd windą na taras widokowy. Na małej dziewczynce, to z jaką prędkością poruszała się winda wywarło na tyle silne emocje, że nic więcej nie pamiętam z całego pobytu w Warszawie.


Obawiam się, że moje młodsze dzieci też tylko tyle zapamiętają. Bo kilkudziesięciosekundowa podróż windą na 30 piętro również była tematem rozmów przez kolejne dni.

Niestety mgła i dosyć silny wiatr (orkan Grzegorz rozpoczynał zwiedzanie Warszawy) nie pozwoliły nam na dłuższy pobyt. Nie było dobrej widoczności a wiatr zniechęcał nas do dłuższego pobytu na górze.


Deszcz na chwilę przestał padać, zatem postanowiliśmy podjechać metrem koło Stadionu Narodowego. Nie mieliśmy wykupionej wycieczki, chcieliśmy tylko zobaczyć obiekt z zewnąrz. Następnym razem może się skusimy, aby zobaczyć go wewnątrz. 


Niestety tutaj deszcz przypomniał sobie, że to jeszcze nie koniec jego pracy i do domu wróciliśmy przemoczeni. Całe szczęście, że rozpoczął się już okres grzewczy, wiec na wszystkich kaloryferach w naszym mieszkanku suszyły się buty i kurtki. 
Kolejnego dnia, ambitnie wybraliśmy się metrem na Krakowskie Przedmieście. Naszym celem był Stary Rynek. Udało nam się dotrzeć do kawiarenki, w której troszkę podsuszyliśmy swoje ciuchy i grzecznie wróciliśmy do domu. Zobaczyliśmy kawałek zamku zza kawiarnianej szyby.


Ostatni nasz dzień dał nam nadzieję, że jednak Stary Rynek uda nam się zobaczyć. Najpierw podjechaliśmy metrem pod pomnik Syrenki, ale zdjęć z tego miejsca niestety nie mamy. Następnie wróciliśmy na Krakowskie Przedmieście (zdjęć również brak). Deszcz nie padał, ale Grzegorz na dobre rozgościł się w Warszawie. 
Udało nam się dotrzeć pod Kolumnę Zgymunta III Wazy ( to ten król, który przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy) i na Rynek. 



Po wydaniu kasiurki na pamiątki oraz na bardziej i mniej potrzebne zabawki, skierowaliśmy nasze kroki na Podwale. W ulotkach i książeczkach, które zostawili dla nas właściciele warszawskiego mieszkanka, było zdjęcie Pomnika Małego Powstańca. Musiałam tłumaczyć dzieciakom, kogo przedstawia i dlaczego. Zdjęcie zrobiło na nich na tyle silne wrażenie, że chcieli zobaczyć monument na własne oczęta.



I tak się kończy nasza polska przygoda. Dzieciakom Polska bardzo się spodobała i chcą wrócić, ale kiedy nam się uda, tego niestety jeszcze nie wiem. Zwiedziliśmy kilka ładnych miejsc, ja poznałam trzy fantastyczne naparstkozbieraczki, spędziliśmy trochę czasu z rodziną. To był na prawdę fajny czas. Dziękuję wszystkim, którzy byli wtedy razem z nami :) .



9 komentarzy:

  1. Piękna jest nasza stolica,szkoda tylko,że pogoda nie dopisała:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Que bom se terem encontrado! As fotos são lindas.
    Beijinhos

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłyśmy z Córką w tej samej Costa Cafe;)
    Znam uczucie kiedy skasuje się coś fajnego z karty, niestety...
    Niestety na pogodę nie mamy wpływu, może latem pojedźcie:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowna wycieczka i cudowne spotkania! Osobiście za Warszawą nie przepadam, ale też byłam wściekłą, gdybym straciła zdjęcia z pobytu. No, ale nic nie poradzisz... Może następnym uda się zrobić więcej zdjęć przy bardziej sprzyjającej pogodzie :)

    http://przystanek-klodzko.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Bonito encuentro con amigas bonitas fotos.
    Besos

    OdpowiedzUsuń
  6. ja z dzieciństwa też tylko przejazd szybką windą pamiętałam..potem jak byłam starsza zwróciłam na inne rzeczy :):):

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnie spotkac sie z kims kto dzieli ta sama pasje :)
    co do zdjec - moze to oznacza, ze masz tam wrocic? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością do Warszawy wrócę i to już niedługo :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger