Jedburgh-sierpień 2017

Urlop mieliśmy spędzić gdzie indziej, jednak kilka okoliczności złożyło się na to, że wylądowaliśmy w Szkocji. Oczywiście jeżeli chodzi o pogodę to mieliśmy mieszane uczucia, bo przecież w Szkocji zawsze pada 😉. Wprawdzie wybieraliśmy się tam trzeci raz i nigdy nie mieliśmy "szkockiej" pogody w Szkocji, to jednak, gdzieś tam w głowie świtało, że może w końcu niestety i nam się to przytrafi. Jedynym pocieszeniem był fakt, że miejsce z którego zrezygnowaliśmy na rzecz Szkocji, również do upalnych nie należy i tak czy siak kurtki przeciwdeszczowe musielibyśmy zabrać. 
Pozostał nam tylko wybór części kraju, którą chcielibyśmy odwiedzić. I tu pojawił się problem, ponieważ zdecydowanie ciągnie nas na północ Szkocji, jednak za dużo czasu stracilibyśmy na dojazd z naszego domu. Nasz urlop to zaledwie pięć dni i szkoda byłoby z tego spędzić 2 dni w podróży. Wybraliśmy zatem Tummel Bridge, wioskę w której znajdują się cztery domy i kemping, o którym napiszę w innym wpisie. 
Dziś zapraszam Was do małego miasteczka-Jedburgh położonego blisko granicy angielsko-szkockiej. To tutaj zatrzymaliśmy się w drodze na nasz kemping i spędziliśmy ciekawie ponad 2 godziny. 




Nie spodziewałam się, że jest tyle do zwiedzania w tej mieścinie. Kiedyś już tu byliśmy, ale nasz pobyt ograniczył się do parkingu i zwiedzenia informacji turystycznej. 



Pierwszym miejscem, do którego docieramy jest Mary Queen of Scot's Visitor Centre. Tutaj poznamy tragiczny los Marii Stuart. Bycie królową w jej przypadku wcale nie było przyjemne. Jest to najbardziej znaną szkocką królową, a do jej sławy przyczyniło się jej tragiczne życie.


Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć rodzinne koligacje angielsko-szkockie. 


Sześć dni po narodzinach Marii ( 1542 rok) , zmarł jej ojciec. W związku z tym,że była jedną kandydatką do tronu, jako niemowlę została królową. Regentem został James Hamilton, Hrabia Arran. Miał on występować w imieniu Marii aż do osiągnięcia przez nią dojrzałości pozwalającej na panowanie w kraju. W 1554 roku zastąpiła go matka Marii.


Kiedy królowa miała 6 miesięcy na mocy traktatu Greenwich na jej małżonka został wybrany syn angielskiego króla Henryka VIII (to ten król od sześciu żon) . Nie tylko matka Marii sprzeciwiała się temu małżeństwu. Sami Szkoci nie popierali zaręczyn z angielskim królem, ponieważ mogło to doprowadzić do zerwania sojuszu z Francją. Ostatecznie traktat z Greenwich legł w gruzach i Parlament go unieważnił. 
Henryk VIII jednak nie poddał się i różnymi sposobami starał się doprowadzić do małżeństwa swojego syna ze szkocką królową. W wyniku tej "zachcianki" zginęło wielu Anglików i Szkotów a mała Maria została wysłana przez matkę do Francji. w 1548 roku został podpisany traktat małżeński pomiędzy stroną francuską a szkocką, na mocy którego Maria miała zostać żoną nowonarodzonego syna francuskiego króla Henryka II.


Maria otrzymała we Francji bardzo dobre wykształcenie, znała francuski, grekę, łacinę , hiszpański, włoski i oczywiście swój ojczysty, język szkocki. Grała na instrumentach, jeździła konno, pisała wiersze, potrafiła szyć.


24 września 1558 roku została żoną następcy francuskiego tronu.W 1959 roku, po śmierci Henryka II, została królewską żoną. Jej mąż podczas koronacji przyjął imię Franciszek II. 
Maria była również drugą w kolejności (po Elżbiecie I-córce Henryka VIII) kandydaką do tronu angielskiego. 


Nie chcę się już tu rozpisywać dłużej na temat życia Marii, które było bardzo barwne, niestety w złym znaczeniu. Dodam tylko, że Maria była zagorzałą katoliczką, a po śmierci swojego francuskiego męża powróciła do swojej ojczyzny-kraju protestanckiego. Po Franciszku II miała jeszcze dwóch mężów. Maria z powodu swojego wyznania miała wielu wrogów. Ostatecznie została pojmana 24 lipca 1567 roku i zmuszona do abdykacji na rzecz swojego malutkiego syna JakubaVI ( który później został królem Anglii i przyjął imię Jakub I). 
Ostatnie 19 lat życia spędziła więziona w różnych miejscach w Anglii. Królowa Elżbieta I (kuzynka Marii) zaproponowała odstąpienie od egzekucji, pod warunkiem, wyrzeczenia się przez Marię katolicyzmu. Maria odmówiła i została ścięta w 1587 roku.
A co ma tak naprawdę wspólnego Maria z miasteczkiem Jedburgh? Otóż 9 października 1566 roku Maria ze swoją świtą odwiedziła to miasteczko. Wszystkie eksponaty znajdujące się w muzeum pochodzą z okresu, kiedy Maria przebywała w Jedburgh.


Opactwo w Jedburgh to kolejne miejsce, do którego was dziś zabiorę. Wprawdzie my nie wchodziliśmy do środka ruin, jedynie obfociliśmy je zza płotu, ale uważam, że warto tu o nim wspomnieć. 


W 1138 roku rozpoczęto jego budowę, która trwała ponad 100 lat. Budynek został ukończony w 1285 roku i oddany Augustynom. Niestety położenie przy granicy z Anglią spowodowało, że opactwo ulegało zniszczeniom podczas najazdów wroga. W całości zostało odrestaurowane w 1875 roku, a od 1913 jest własnością  Historic Scotland.
Jest to jedno z najlepiej zachowanych szkockich opactw.


Kolejnym miejscem, do którego docieramy w miasteczku jest Jedburgh Castle Jail.


Jest to jedyne zachowane w Szkocji więzienie wybudowane zgodnie z wytycznymi brytyjskiej reformy więziennictwa, której autorem był John Howard.
Budynek wzorowany jest na gotycki zamek, w skład którego wchodzi centralna wieża i trzy skrzydła. Całość otoczona jest murem.


Budowa więzienia została zakończona w 1823 roku. Działało ono do 1868 roku. Popadający w ruinę zamek został odrestaurowany do oryginalnego wyglądu w 1964 roku. 


Od 1996 roku znajduje się tu muzeum w którym możemy zobaczyć jakie realia panowały w szkockich więzieniach w XIX wieku. 




Niestety nadszedł czas, aby pożegnać urocze Jedburgh. 


Robimy sobie jeszcze małą przerwę na posiłek i ruszamy w kierunku naszego kempingu.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was dziś dosyć długim wpisem. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za każdy komentarz 😀.

14 komentarzy:

  1. Nas niestety zamek ominal bo choc powinien byc otwarty to byl zamkniety, ale samo miasteczko fajne, fish&chips tez dobre mieli ;) ale najlepsze i tak w Anstruther polecamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym fish&chips to ja mam problem, bo zazwyczaj się napalę (sporadycznie jemy "na mieście") a później nie mogę znieść zapachu. W minioną niedzielę wybraliśmy się po raz kolejny do Whitby i w końcu skusiliśmy się na ponoć najlepsze na świecie ;) fish&chips. Do dziś czuję zapach oleju :(. Jeżeli będziecie jeszcze kiedyś w Jedburgh to zajrzyjcie do muzeum. Moim zdaniem warto. Pozdrawiam :) .

      Usuń
  2. Fajna wycieczka.Z zainteresowaniem przeczytałam wpis.

    OdpowiedzUsuń
  3. No popatrz, tyle lat mieszkamy w Szkocji a w Jedburghu nie byliśmy! Wygląda interesująco :) Zuzia na pewno z chęcią odwiedziłaby Centrum Informacji o Mary Queen of Scots - w poprzedniej klasie to był ich główny temat z historii. Czekam na ciąg dalszy szkockich zapisków :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia i bardzo ciekawa historia Marii Stuart.
    Nie miałam pojęcia, że tak to wszystko się plotło...!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marta ja dzięki Twoim"wypadom" poznaję "kawał" świata i za to Ci dziękuję:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo Jadziu i zapraszam na więcej :) .

      Usuń
  6. Super wycieczka! Fajne ciekawostki :) pozdrawiamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. architektura angielska/szkocka zawsze mnie zachwyca i żałuję, że nie mam zbyt wielu okazji, aby lepiej poznać ten kraj i przede wszystkim zejść z utartego szlaku. te wszystkie domki, kamienne budynki, wszystko to sprawia, że mam ochotę zagłebić się w tamtejsze uliczki. a ruiny opactwa przepiękne, z pewnością spędziłabym tam sporo czasu, bo ruiny wszelakie uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger