Tam, gdzie czas się zatrzymał-Zaanse Schans-kwiecien 2013

Czwarty dzień urlopu postanowiliśmy spedziśćw Zaanse Schans. Jechałam tam z przeświadczeniem, że będzie mi się o wiele bardziej podobało niż w Kinderdijk . Naoogladałam się folderów, naczytałam recenzji w interecie. Miało być pięknie, bo wiadomo, że wiatraki zachwycają wszystkich. Trochę się niestety zawiodłam.
 Zaanse Schans leży nad rzeką Zaan. W 1600 roku zbudowano tu pierwszy wiatrak. Kiedyś było ich tu podobno ponad tysiąc.
Wejście do skansenu jest darmowe. W zasadzie to nie skansen, tylko wieś, w której mieszkają i pracuja ludzie.
Od strony parkingu i ukazuje nam się piekny widok.



Wchodzimy na teren wioski. Od "progu" witaja nas sklepy z pamiątkami. Jest ich to mnóstwo i nieco odbierają urok tego miejsca.
Następnie trafiamy do pracowni sabotów. To bardzo ciekawe miejsce. 





W gablotach wystawione sa różne rodzaje drewniaków, od łyżew, kozaków po bardziej eleganckie np. ślubne.






Udaje nam się w tym miejscu zobaczyć jak powstają saboty. 



Niestety dzieciaki nie są za bardzo zainteresowane pokazem, zatem przechodzimy obok kolorowej ściany  i kierujemy się do wyjścia. Możemy sobie tutaj kupić bucika w dowolnym kolorze i rozmiarze. 




Spacerujemy po wiosce. Mijamy domki, w których toczy się normalne życie. Turyści jak widać nie przeszkadzają mieszkańcom w codziennych czynnościach. 






Trafiamy do sklepu Alberta Heijna. Pierwszy kolonialny , malutki sklepik otworzył w 1887 roku. Dziś to wielkie imperium, a supermarkety Albert Heijn są w każdym dużym , holenderskim mieście




a tu wnętrze sklepu:



Oczywiście można kupic tu różne produkty spożywcze: makaron, masło, czy przyprawy. Niestety ceny są dla nas za wysokie, więc nasza wizyta w sklepie kończy się tylko na oglądaniu.


Docieramy do małej przystani. Możemy skorzystać tu z kolejnej atrakcji, jaką jest rejs statkiem po rzece Zaan. Nasze dzieci cierpią na chorobę lokomocyjną. Zatem odpuszczamy.





 Każdy ze znajdujących się tutaj wiatraków  ma swoją nazwę i inne przeznaczenie. Wytwarza się w nich musztardę, olej, produkuje barwniki-wykorzytywane w przemyśle farbiarskim, nastepny to tartak. Wejście do każdego z nich jest płatne. 



Przy wyjściu dajemy się skusić na małe pamiątkowe zakupy, naparstki,  breloki,pocztówki.
Płacimy za parking (okolo 8euro-o zgrozo-za jakies 2,5 godziny parkowania).
Podsumowując, na pewno warto tu przyjechać, ale nie jest to miejsce, do którego chciałabym wrócic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).

Copyright © Złapać chwilę , Blogger